Pokazywanie postów oznaczonych etykietą français. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą français. Pokaż wszystkie posty

piątek, 30 stycznia 2015

Nowy plan nauki i pomysły pracy z magazynami Colorful Media

Podobno tylko krowa nie zmienia poglądów

Bardzo lubię, gdy coś, co przeczytam, daje mi zupełnie nowy punkt widzenia na pewne sprawy. Konfrontacja z kimś o innych poglądach może poszerzyć horyzonty.

Dziś będzie znów o postanowieniach noworocznych :) Nie, nie o postanowieniach. O moim nowym planie nauki. To, o czym pisałam poprzednio, możecie puścić w zapomnienie. Długoterminowe plany są po prostu do kitu! Kto by tyle wytrzymał i w ogóle po co się tak uwiązać na długi czas? Najlepsza droga to małymi kroczkami do celu. Sumiennie i systematycznie. Właściwie to każdy kolejny krok niech będzie celem sam w sobie, o!

Bo kobieta zmienną jest

Ponieważ styczeń w blogowym świecie to zdecydowanie miesiąc postanowień noworocznych, trochę poczytałam w tym temacie. Natrafiłam na wiele artykułów sugerujących planowanie na krótsze odcinki czasu niż cały rok czy nawet kilka miesięcy. Zdecydowanie nacisk położony był na to, by swoich planów po prostu się trzymać, bez względu na czas, na jaki je podjęliśmy.

Mój rozkład jazdy jest prosty i opiera się nie na ilości materiału, kolejnych rozdziałach czy przedziałach czasowych, ale na systematyczności. Będę nadal pracować z "Pa vei" i Memrise oraz innymi dostępnymi źródłami, ale bez ograniczania się żadnymi SMART celami. Podstawą nowego planu jest codzienna praca, czyli każdego dnia coś. Nie ma znaczenia, czy to będzie pół rozdziału czy tylko jedna czytanka, praca z podręcznikiem czy jedynie powtórka ma Memrise. 

Chcę w sobie wyrobić nawyk codziennej nauki, dlatego zmuszanie się do wytężonej czy długiej pracy, gdy akurat nie mam na to siły, byłoby podcięciem skrzydeł sobie samej. Za to jeśli mimo zmęczenia czy spadku energii zrobię cokolwiek, będę z siebie dumna, a to z kolei zmotywuje mnie do takiego samego podejścia kolejnego gorszego dnia. 

Kolejne numery wydawnictwa Colorful Media już w sprzedaży!

Na koniec moja propozycja pracy z magazynami językowymi. Jak wiecie, wiele artykułów ma też nagrania, które są dostępne na internecie. Naprawdę można je wykorzystać na wiele sposobów. 



Dla zaawansowanych

Angielski znam na bardzo dobrym poziomie i z reguły rozumienie ze słuchu nie sprawia mi problemów, dlatego nagrania z "Business English Magazine" wykorzystuję głównie w pierwszej kolejności, przed przeczytaniem tekstów. Razem z drugą osobą, również znającą ten język, można zrobić wywiad: najpierw posłuchajcie wspólnie nagrania, a następnie przeprowadźcie ze sobą rozmowę. Pracując w pojedynkę, można wysłuchać nagrania, a następnie go streścić. Dla osób zainteresowanych tłumaczeniem na żywo, można się zabawić w tłumacza konsekutywnego (tłumaczenie następujące po wypowiedzi) lub symultanicznego (tłumaczenie równoczesne). Można także co jakiś czas zatrzymywać nagrania i spróbować je powtarzać.

Dla średniozaawansowanych

Mój poziom francuskiego nie jest na tyle wysoki, aby samo słuchanie wystarczało i nie stanowiło problemu. Mam dwa sposoby pracy z "Francais Present". W pierwszym najpierw słuchać nagrania i próbuję zrozumieć, o czym był tekst. Później słuchać oczywiście drugi lub nawet trzeci raz. Często zatrzymuję i również staram się powtarzać lub sparafrazować to, co usłyszałam. Następnie czytam tekst i wyszukuję słówka. Często pracuję też w odwrotnej kolejności: zaczynam od przeczytania tekstu, aby wiedzieć, o czym jest i wyjaśnić słownictwo. Słuchając, śledzę tekst i zapisuję wymowę, by przy kolejnym odsłuchaniu czytać razem z lektorem lub zatrzymywać nagranie i czytać za lektorem. Jeśli mam więcej czasu i sił, to również sama ze sobą przeprowadzam dialog, zadając pytania do tekstu i udzielając odpowiedzi. 

A jakie tematy znajdziecie w najnowszych wydaniach magazynów, które Wam polecam? W "Business English Magazine" znajdziemy same tematy na czasie: referendum w Szkocji, energia geotermalna, Brazylia pod rządami pani prezydent Dilmy Rousseff. Mnie jak zwykle bardzo zaciekawiły portrety ludzi ze świata biznesu: miliardera Sheldona Adelsona oraz kolumbijskiej gwiazdy Sofi Vergary. Polecam także bardzo ciekawy artykuł nt. franchisingu, który staję się coraz bardziej popularny w naszym kraju. W "Francais Present" znajdziecie ciekawe artykuły o francuskiej kuchni oraz o mieście Nancy (z polskim akcentem w tle). Mnie zaciekawił także tekst o nowej komedii o polskim tytule "Za jakie grzechy, dobry Boże?" Mam ochotę przejść się do kina!


poniedziałek, 5 stycznia 2015

Podsumowanie grudnia

Fakt, iż zarówno z listopadowym, jak i grudniowym podsumowaniem jestem spóźniona, tylko potwierdza spadek mojej językowej aktywności.

W minionym miesiącu zabrakło mi czasu i chęci nawet do tego, by zrobić powtórkę do testu z norweskiego. Z tego powodu czeka mnie on w tym tygodniu, no i znów nie mogę się pochwalić przygotowaniem. Wygląda na to, że znów, jak za starych, szkolnych lat, pójdę na sprawdzian z marszu, ale tym razem nie z taką pewnością swojej wiedzy i umiejętności jak kiedyś. 

Już sama nie wiem, czy ma sens publikowanie tych podsumowań, skoro z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej. Nie wierzę też w noworoczne postanowienia, dlatego takowych nie robię i nie łudzę się, że "o tak, teraz, w styczniu to ruszę z kopyta!"

Tak jednak wyszło, że w grudniu sporo czytałam w temacie business English, głównie artykuły w "Business English Magazine", który już wcześniej polecałam, i trochę w Internecie. Zdecydowanie takie zagadnienia bardzo mnie wciągają. To taka moja nie do końca spełniona miłość, a jak wiadomo, stara miłość nie rdzewieje. Może to jest właśnie jakiś znak, żeby ją teraz odświeżyć. 

Co dalej?

Kurs norweskiego trwa do lutego i na pewno chciałabym go skończyć, skoro zapłaciłam. Nie będę kontynuować nauki w kolejnym semestrze, ale chciałabym wrócić do samodzielnej pracy, bo mam wrażenie, że mimo wszystko więcej miałam z tego korzyści. "Pa vei" przerwałam gdzieś na początku drugiej połowy i od października nie ruszyłam dalej, więc czas to zmienić. Bardzo zależy mi też na powrocie do Memrise i rozmów na Skypie z koleżanką z italki. 

Priorytetem jest jednak aktywność fizyczna, bo moje trzydziestoletnie ciało daje mi znaki, że z wiekiem ma coraz więcej potrzeb. Fitness przynajmniej co drugi dzień to po prostu must!

Jak już wspomniałam, jak co roku nie zrobię postanowień. Niech więc dzieje się, co chce!

Wszystkiego najlepszego w 2015!

piątek, 14 listopada 2014

"Francais Present" i bogactwa Internetu

Jakiś czas temu (tutaj) przedstawiłam Wam krótko czasopisma dla uczących się języków obcych, wydawnictwa Colorful Media. Spośród kilku dostępnych, dla siebie wybrałam "Francais Present" i "English Business Magazine". Odkąd je czytam, nauka stała się o wiele przyjemniejsza, poszerzyły się moje językowe horyzonty oraz wiedza na tematy z różnych dziedzin, a także odkryłam nowe możliwości i sposoby nauki języka. Dziś zapraszam na pierwszy wpis z obiecanymi sposobami na naukę z wykorzystaniem tych czasopism.

Mój poziom znajomości francuskiego mogę ocenić na średniozaawansowany, dlatego zaproponowane przeze mnie ćwiczenia dla początkujących mogą okazać się za trudne, a dla zaawansowanych zbyt łatwe. Pamiętajcie jednak, że "Francais Present" to magazyn dla każdego uczącego się tego języka, bez względu na poziom. Wystarczy jedynie dostosować prace z nim do swoich umiejętności i oczekiwań. A jeśli nie macie na to ochoty, to samo przeczytanie artykułów też da Wam dobre rezultaty, dużo przyjemności i nową wiedzę :)




Dziś na tapecie wpisy, do których nie ma nagrań. Z jednej strony wychodzę z założenia, że języka potrzebujemy głównie do tego, by porozumiewać się w nim ustnie, z drugiej jednak mam zdecydowaną preferencję do słowa pisanego. Czy rozumienie ze słuchu nie sprawia nam problemów, czy jest to kompetencja, nad którą musimy popracować, słuchanie nagrań w języku obcym jest wskazane.

Dla wielbicieli kuchni - przepisy

Rzuciwszy okiem na tytuł pierwszego artykułu nabrałam przekonania, że poznam jakąś nową francuską potrawę. Jakież było moje zdziwienie, gdy tytułowy le croque-monsieur okazał się dobrze nam znanym... tostem :) Niemniej jednak historia tej prostej potrawy okazała się naprawdę niebanalna. 

Ponieważ uwielbiam oglądać gotowanie na ekranie, zaczęłam poszukiwać filmików z przepisem po francusku. Na YT jest ich całe mnóstwo. Jest to świetny sposób poznwania kulinarnego i kuchennego słownictwa. Przepisy z reguły nie są skomplikowane językowo, dużo można się domyślić patrząc na czynności gotującego, no i często składniki są napisane na ekranie. Jutro na obiad koniecznie coś z francuskiej kuchni! :)

Dla chętnych zagłębić się w historię le croque-monsieur i trochę bardziej zaawansowanych językowo - polecam ten filmik.

Uwaga drogie panie - mamy też swoją wersję tosta :) Tutaj zobaczcie, czym wyróżnia się le croque-madame :)


Dla fanów kina - filmy i wywiady

Kto nie zna Louis de Funes? Kto nie kojarzy filmu "Zawieszeni na drzewie"? Kto choćby raz nie oglądał go w serii filmów o Fantomasie czy w "Wielkiej włóczędze" (przez 42 najchętniej oglądany film francuski!)? Komu udało się powstrzymać od śmiechu na widok komicznego żandarma Cruchot z Saint-Tropez? Nie widzę rąk ;) Ten aktor to prawdziwa legenda. Jednak oglądając go w akcji następnym razem polecam skupić się również na tym, co i jak mówi. Nic nie szkodzi, jeśli nie wyłapiemy słówek za pierwszym razem. Przecież te komedie można oglądać znów i znów i znów.... W ten sposób łączymy przyjemne z pożytecznym.

A jaki był prawdziwy Louis de Funes? Na YT można znaleźć wywiady z aktorem. Obejrzyjcie i sami to stwierdźcie. A może sami ze sobą lub znajomym przeprowadzicie wywiad?


Dla ciekawych świata - wiadomości

Co słychać we francuskiej i belgijskiej polityce? Polecam zajrzeć do "Francais Present" :) Gdy mam lepszy dzień, bardzo chętnie zaglądam na stronę francuskiej telewizji, np. France TV. Chociaż ciężko mi zrozumieć wiadomości, często wyłapuję słówka, nowe lub te niedawno poznane, a także osłuchuję się z melodią języka, akcentem. Informacja czy reportaże opatrzone są komentarzem na dole ekranu, co pomaga zrozumieć ogólny kontekst czy poznać nowe słówka.

Na stronie TV5 jest także dział dla mniej zaawansowanych. Tutaj znajdziecie wiadomości przedstawianie łatwiejszym językiem i w wolniejszym tempie. 

Oglądanie wiadomości pozwala nam poznać prawdziwy język używany przez native speakerów. Oprócz idealnej francuszczyzny prezenterów mamy możliwość posłuchać także przeciętnych Francuzów wypowiadających się w reportażach. Następnym skutkiem są także nasze poszerzające się horyzonty i świadomość sytuacji, problemów i codzienności ludzi w obcym kraju.

Świetnym ćwiczeniem jest streszczanie wydarzeń dnia. Mogą to być wiadomości z telewizji francuskiej bądź polskiej, lub z Waszego dnia. 


Jeśli macie ciekawe linki, podzielcie się nimi. A już następnym razem kolejna porcja pomysłów na ćwiczenie innych umiejętności.  




czwartek, 30 października 2014

Podsumowanie października

Październik 2014 to specyficzny miesiąc. Pierwsza połowa to najpierw przeprowadzka, a później urlop i zupełne lenistwo, a druga... O tym przeczytacie niżej :)



Co zrobiłam?

"Pa vei" - pogubiłam się już w kalkulacjach, ile rozdziałów, stron, ćwiczeń... W każdym bądź razie nie doszłam jeszcze do końca podręcznika. Po prostu starałam się uczyć czy choćby czytać lub słuchać, gdy tylko była okazja. Właśnie tak - raczej z doskoku niż celowo i w wyznaczonym czasie. Co prawda zabrałam ze sobą kilka stron, ale kto normalny uczyłby się na urlopie, gdy taka piękna pogoda i mnóstwo ciekawych miejsc wokół ;)

Memrise - w tej kwestii również zaliczyłam spadek aktywności przez urlop. Jestem wytłumaczona, bo przez dwa tygodnie tylko dwa razy udało mi się złapać połączenie z Internetem. Później wróciłam do normalności, czyli w miarę regularnie sadzę i podlewam moje słówka.

Francuski - to nadal głównie "Francais Present" i bardzo sporadycznie coś w Internecie. (Pamiętam o zaległym wpisie nt. sposobów korzystanie z magazynu. Muszę tylko znaleźć czas na napisanie go.)

Co poza tym?

Tadam - tadam!... Zapisałam się na kurs norweskiego :) Zaledwie trzeci dzień po urlopie, w deszczu i ogólnie przy niesprzyjającej aurze, późnym wieczorem pobiegłam na pierwsze zajęcia. Przypomina mi się od razu, jak rok temu byłam przekonana, że nauczę się języka tylko na podstawie materiałów w Internecie. Później przeprosiłam się z podręcznikami i kserem, aż wreszcie wylądowałam na kursie. Najśmieszniejsze jest jednak to, że jedynie z podstawową znajomością gramatyki i wcale nie powalającym zasobem słownictwa trafiłam na poziom... B1! No i kto powie, że norweski nie jest do opanowania?

Co dalej?

Priorytetem jest kurs. Jednak zdaję sobie sprawę, że aby uniknąć problemów, powinnam nadgonić z materiałem, czyli jak najszybciej opanować pozostałe rozdziały podręcznika "Pa vei". 

Fakt bycia na kursie i w kręgu osób również uczących się norweskiego otwiera też przede mną dostęp do nowych, cennych źródeł pomocy naukowych. Skończę ten wpis i idę odkrywać nowe lądy ;)

Fitness

Tu w zasadzie mogłam skopiować zdanie z poprzedniego podsumowanie, tylko dwa tygodnie zamienić na ponad miesiąc... Coś ciężko mi się ostatnio ogarnąć. Bardzo, ale to bardzo brakuje mi ćwiczeń. I czasu na to wszystko.

środa, 1 października 2014

Podsumowanie września

Mam wrażenie, że z miesiąca na miesiąc wygląda to coraz gorzej. We wrześniu górę wzięły sprawy prywatne i nie mogłam poświęcić językom aż tyle czasu, co wcześniej.



Co zrobiłam?

O wiele mniej niż powinnam, niż bym chciała, niż planowałam, niż mogłoby mnie usatysfakcjonować.

Tym razem powstrzymam się od aktualizacji na temat moich postępów z "Pa vei", bo po prostu wstyd się przyznać... Cały czas jednak ćwiczę słówka z Memrise. Miałam jedno kilkudniowe załamanie, kiedy nazbierało mi się ich aż 100 do powtórzenia! Pilnuję się, by przynajmniej co drugi dzień podlewać mój ogródek. W sumie stało się to moim małym wieczornym rytuałem. Kiedy jestem już odrobiona i gotowa do spania, a mąż smacznie sobie chrapie, klikam słówka :)

Co do francuskiego - skupiam się głównie na czytaniu "Francais Present". Muszę przyznać, że bardzo to lubię i taka praca na obecną chwilę w zupełności mi wystarcza. Niedługo, zgodnie z obietnicą, zdradzę moje sposoby na naukę języka z wykorzystaniem magazynów.

Co poza tym?

Wielkim krokiem naprzód było nawiązanie znajomości z pewną dziewczyną na italki. Udało nam się nawet raz pogadać. Wierzcie, że naprawdę ciężko było mi zadzwonić do niej na skypie! I choć niewiele wtedy powiedziałam po norwesku, i tak uważam to za prawdziwy przełom. Niestety później zajęłam się swoim życiem prywatnym i jak dotąd nie było więcej rozmów.

Dość regularnie śledzę moje ulubione blogi. Od czasu do czasu wyczaję też coś nowego i z reguły przez kilkadziesiąt minut skaczę między postami na interesujące mnie tematy. Zawsze dobrze poznać nowe sposoby nauki, ale to ona ma być na pierwszym miejscu, więc nie daję się wciągać blogom zbyt regularnie.

Co dalej?

Chciałabym wrócić do regularnej nauki z "Pa vei", co jednak tym razem może utrudnić urlop, który tuż tuż... Wiem wiem, to już zakrawa na szukanie wymówek. Nie ma wytłumaczenia dla lenistwa i braku czasu na naukę, gdy znajduje się go na inne, mniej sensowne czynności. Chyba muszę zacząć od ponownej reorganizacji mojego dnia, aby norweski stał się jego istotną częścią.

Coraz częściej po głowie chodzi mi też kurs językowy. Chociaż nie mam problemów z czytaniem, słuchaniem, słownictwem czy gramatyką, to bardzo brakuje mi rozmów i kontaktu z mentorem (które prawdę mówiąc mogłaby mi zapewnić moja koleżanka z italki). Chciałabym też usystematyzować moją wiedzę i wyrównać poziom. Z tych powodów mam ochotę zapisać się na kurs. Jednak najważniejszym argumentem jest metoda kija - no bo jak to, cały tydzień się obijać i iść na zajęcia nieprzygotowaną?

Fitness

W tym temacie także przestój, już chyba ze dwa tygodnie. Musze wreszcie opanować moje życie prywatne i wrócić do starych, dobrych nawyków.



poniedziałek, 15 września 2014

Co czytać? "Francais Present", "Business English Magazine" i nie tylko

W przedostatnim wpisie "A co z francuskim??" wspomniałam o jeszcze jednym sposobie na odświeżenie mojej znajomości z tym pięknym językiem. Oto i on:




Gdy dostałam propozycję od wydawnictwa Colorful Media, pomyślałam: "Dokładnie tego mi trzeba!" Moje słownictwo jest na dość niezłym poziomie, znam też większość zagadnień gramatycznych. Na pewno sporo zapomniałam, ale teraz to kwestia przypomnienia, nie nauki. Z tego powodu chcę uniknąć celowego przesiadywania nad kserówkami i książkami do gramatyki dla samego wkuwania kolejnych porcji materiału (po raz drugi czy kolejny). Od razu pomyślałam, że francuskojęzyczne czasopismo jest strzałem w dziesiątkę i pomoże mi pracować nad tym, co jest obecnie moim priorytetem, czyli głównie odświeżenie i podtrzymanie, a także stopniowe poszerzanie znajomości języka.

"Francais Present" to kwartalnik. Ostatnie wydanie zawiera dokładnie 12 artykułów, co przy jednym artykule tygodniowo daje aż siedem dni na przeczytanie i spokojną pracę nad słownictwem i strukturami gramatycznymi. Tematyka jest naprawdę rozległa: od aktualności z Europy i świata, przez tematykę społeczną, po zagadnienia z kultury i geografii Francji. Magazyn jest nie tylko świetną pomocą w nauce, ale też źródłem informacji i wiedzy. 

Zachwycona nowym nabytkiem, niczym dziecko pochłonęłam w ekspresowym tempie kilka artykułów. Najbardziej zainteresowały mnie poniższe:
  • "La pole dance: bataille difficile contre les préjugés" - o tańcu na rurze, czyli nierównej walce z uprzedzeniami (czy wiecie, że początki tego sportu sięgają XII wieku?),
  • "Les mystères de la Vénus de Milo" - o jednej z najbardziej rozpoznawalnych i najsłynniejszych rzeźb świata (czy jednak narawdę ją znamy?).
  • "Amiens: capitale picarde et art gothique" - o położonym w północnej Francji mieście Amiens, nad którym góruje wspaniała gotycka katedra,
  • oraz temat z okładki: "Peut-on vivre 100% français au XXIème siècle?" - co znaczy  żyć 100% po francusku w czasach międzynarodowego handlu, masowego przemieszczania i mieszania się kultur?
Wręcz nie mogę się doczekać kolejnego numeru! Tutaj możecie podejrzeć spis treści. Czy też już jesteście tak samo niecierpliwi, by go mieć? :)

Od Colorful Media dostałam także dwumiesięcznik "Business English Magazine". W nim znajdziemy znacznie więcej artykułów, a ich tematyka jest ściśle związana z językiem biznesowym. Autorzy nie skupiają się jednak na Wielkiej Brytanii, więc możemy przeczytać zarówno o międzynarodowych koncernach, jak i o sytuacji na rynku mieszkań w Polsce czy rozwoju ekonomicznym... Mongolii. Nie mogłam jednak zacząć od innego artykułu niż ten o europejskiej gwieździe Północy, czyli Norwegii :) Najbardziej zainteresowały mnie historie Kathrin Menges, businesswoman, która pracę w edukacji z sukcesem zamieniła na karierę w Human Resources, i Warrena Buffetta, uważanego za jednego z najlepszych inwestorów na świecie. W końcu kto nie lubi czytać opowieści z happy endem ;) Oprócz tego w "Business English Magazine" znajdziemy profile firm (np. producenta kremu w niebieskim opakowaniu z białym napisem - chyba nie muszę podawać nazwy;)), porady dla początkujących biznesmenów, a także sekcję ze słownictwem biznesowym (rozmówki, test). "BEM" to magazyn dla uczących się angielskiego na poziomie B1-B2, ale także dla wszystkich interesujących się tematyką biznesu.



Fantastycznym dodatkiem do artykułów jest możliwość odsłuchania ich. W tym celu trzeba zakupić magazyn, wejść na stronę internetową i wpisać kod podany przy artykule. Pobrać można także dodatek do "BEM" - również poprzez kod. Tematem obecnego wydania jest coaching, następnego - moda w biznesie.

Planuję i postaram się napisać za jakiś czas, jak uczę się z pomocą magazynów Wydawnictwa Colorful Media. Może czymś Was zainspiruję.

Oferta Colorful Media obejmuje kilka innych czasopism, możecie ją sprawdzić na stronie Wydawnictwa. Jestem przekonana, że każdy poliglota znajdzie tam coś dla siebie. Mnie  kusi też "Deutch Aktuell" - może dzięki niemu łaskawszym okiem spojrzałabym na język niemiecki? Póki co pozostaje mi mieć nadzieję, że kiedyś powstanie także magazyn z myślą o uczących się języka norweskiego. A tymczasem wracam do lektury :)

środa, 3 września 2014

A co z francuskim??

Mea culpa, mea culpa... Biję się w pierś, a za chwilę pluję sobie w brodę. Jeszcze nie rwę włosów z głowy.

Minął już rok odkąd zakończyła się moja oficjalna nauka francuskiego. Od tamtego czasu miałam z nim naprawdę znikomy kontakt, nie licząc około 2 miesięcy zabawy na Duolingo. I efekt tego jest taki, że jak raz chciałam napisać coś po francusku do koleżanki, to najpierw na myśl przychodziły mi norweskie słowa, a potem... długo nic. Z jednej strony to optymistyczny znak, że norweski tak mi wchodzi do głowy i już tam zostaje. Z drugiej jednak jestem na siebie zwyczajnie zła, bo zaprzepaściłam mnóstwo pracy i wysiłku, jakie włożyłam w naukę la langue française. Teraz mój francuski leży i kwiczy.

Poszłam więc po rozum do głowy i stwierdziłam, że na pewno bardziej opłaci mi się upchnięcie paru minut tygodniowo w moim rozkładzie jazdy na francuski teraz niż zaczynanie po raz kolejny od zera za kilka miesięcy czy lat. I na pewno mniej to będzie bolesne. I tym sposobem do mojego planu nauki norweskiego w sierpniu rzutem na taśmę dorzuciłam pracę nad francuskim.



Na dobry początek ruszyłam z kursem francuskich czasowników na Memrise i od czasu do czasu czatuję z koleżanką w pracy. Muszę ją jeszcze namówić na konwersacje przy wspólnych obiadach ;) 

Wróciłam też do jednego z moich ulubionych blogów do nauki francuskiego, czyli Gabfle. Ku mojej wielkiej radości, rzadko bo rzadko, ale jednak Gabrielle nadal publikuje nowe ćwiczenia, a miałam już obawy, że stopniowo zawiesza swoją działalność. Byłaby to niepowetowana strata, bo Gabfle to jedyne znane mi miejsce, gdzie są autentyczne nagrania z transkrypcją i ćwiczenia opracowane specjalnie do nich. Kropką nad i są wytłumaczone co trudniejsze słówka, dopełnione opisem kontekstu kulturowego.

Chciałabym też zacząć uczyć się na pamięć tekstów piosenek po francusku, bo wiem po sobie, że jest to genialna i skuteczna metoda nauki słówek. No ale ktoś musiałby wcześniej pokazać mi, jak rozciągnąć czas.

Pracuję nad moim francuskim w jeszcze jeden sposób, ale o tym innym razem, już niedługo :)

Na koniec chcę jeszcze poruszyć kwestię, dlaczego zabawa z Duolingo u mnie nie wypaliła. Wiem już na pewno, że popełniłam jeden poważny błąd. Chciałam być taka skrupulatna i przepisowa, że zaczęłam robić kurs od samiuśkiego początku. Oznaczało to naukę słówek, które świetnie już znałam lub takich, które są mi zbędne, np. nazwy zwierzątek :) W efekcie straciłam zapał i nauka przez Duolingo stała się dla mnie po prostu stratą czasu. Nie wykluczam, ze kiedyś przeproszę się z zieloną sówką, ale póki co, na obecnym etapie widzę i znam lepsze, ciekawsze i bardziej adekwatne do mojego poziomu materiały.

czwartek, 20 marca 2014

Otaczanie się językiem

Jak już wspominałam w kilku poprzednich wpisach (np. przy okazji poruszania tematu ćwiczenia umiejętności mówienia oraz w poście o Chrisie Lonsdale), najszybszym sposobem na "złapanie" języka obcego jest wyjazd do kraju, w którym się nim mówi, na przynajmniej pół roku. Język bombarduje nas wtedy zewsząd: na ulicy, w sklepie, w autobusie, płynie z radia i telewizora. Automatycznie przestawiamy się na myślenie w tym języku. Widzę to na przykładzie norweskiego: to, że przebywałam w Norwegii, otwarło mnie bardzo na język. Nie bałam się i/bo musiałam mówić, chociaż język znałam wtedy ledwo-ledwo. Dodatkowo motywowało mnie, gdy w codziennej sytuacji wyłapałam i zrozumiałam lub mogłam powiedzieć jakieś słówko, którego się nauczyłam. I na odwrót: wiele słówek czy wyrażeń łatwiej było mi zapamiętać, bo wcześniej gdzieś je usłyszałam i chociaż wtedy były niezrozumiałe, teraz stały się znajome (jak np. strony prawa i lewa - w lokalnym pociągu pani z megafonu mówi coś takiego: "Proszę wysiadać lewą/prawą stroną" - to było jedno z moich pierwszych "odkryć").

Nie zawsze jednak mamy możliwość wyjazdu. Gdy wskoczymy już na pewien poziom znajomości języka, przychodzi moment, gdy chcemy po prostu zacząć go używać w prawdziwej komunikacji, a nie tylko na potrzeby ćwiczeń. Dla mnie taki moment właśnie nadszedł. Po francusku chciałabym jak najwięcej słuchać i mówić. Czuję, że znam na tyle gramatykę i słownictwo, że jestem na to gotowa. Jeśli tego nie zrobię, stanę w miejscu lub, co gorsza, zacznę się cofać. Postanowiłam więc zrobić sobie taką "małą Francję" w domu. Oto moje pomysły:

1. Na meblach przykleiłam sobie karteczki ze słówkami lub wyrażeniami. Czasem jest to nazwa tego mebla, czasami czynność, jaka się z nim kojarzy, kolor, materiał. Co jakiś czas wymieniam je na nowe. Oznaczyłam też i opisałam kierunki w domu, czyli w prawo, w lewo, w dół - wygląda tu teraz trochę jak na dworcu ;)

2. Zmieniłam język facebooka na francuski. W pierwszej chwili wpadłam w panikę, bo cały fb zrobił się taki skomplikowany! Byłam przekonana, ze to już koniec, bo teraz przecież nie znajdę nawet, jak cofnąć zmianę. Ale szybko przywykłam i przestało to być problemem :) Przecież gdybym wyjechała do Francji, też mało co byłoby jasne i proste.

3. Słucham francuskiego radia. Staram się zawsze, gdy tylko mogę: rano, wieczorem, w weekendy. Chętniej też oglądam wiadomości z Francji niż te w polskiej tv. Nie skupiam się wtedy na tych wszystkich tragediach, a na rozumieniu ze słuchu, wyłapywaniu wyrażeń, wymowie, akcentowaniu.

4. Czytam francuskie gazety - tak, jakbym była we Francji. Mam tu na myśli magazyn LCF, który pojawił się na mojej liście linków do nauki francuskiego. Najczęściej drukuję jakiś fragment, bo czytanie drobnego maczku na ekranie laptopa to zbrodnia przeciwko moim oczom. To daje mi też możliwość podkreślania czy robienia zapisków na tekście lub obok niego. Żeby było zabawniej i nie tak poważnie, to czasem w soboty lub niedziele staram się też zjeść takie "francuskie śniadanie" - croissant z dżemem, kawa (Inka ;)). Niech to będzie zabawa :)

5. Gadam po francusku. Do siebie i do rodziny (chociaż nikt nie zna tego języka, więc nie rozumieją mnie w ząb - ale może już zaczynają?). O wszystkim, co mi wpadnie do głowy: nazywam rzeczy dookoła, powtarzam poznane wyrażenia, opowiadam o minionym dniu. Najśmieszniej jest, gdy np. do mamy chwalę obiad, pytam o coś (nawet gdy znam odpowiedź), okazuję radość lub zadziwienie. Rodzina myśli, że zbzikowałam, ale zobaczymy, kto się będzie śmiał ostatni ;) Bardziej skomplikowane wypowiedzi pozostawiam już dla siebie samej, w końcu nie muszą słyszeć, jak stękam i dukam. Lubię wtedy usiąść przed lustrem i opowiadam o czymś (np. o przeczytanym artykule, obejrzanych wiadomościach, minionym dniu). Jeśli czas goni, to przed snem staram się chociaż w myślach coś sobie odpowiedzieć krótkiego.

Jak wspominałam poprzednio, postanowiłam skupić się na nauce norweskiego. Te powyższe sposoby na taką drobną obecność francuskiego mają zrekompensować brak czasu na porządną naukę tego języka. Cóż, moja doba jednak nie chce się rozciągnąć. 

Też się tak uczycie? Jak to wygląda u Was? Bardzo chętnie poznam Wasze pomysły.


poniedziałek, 3 marca 2014

Językowe podsumowanie lutego

Tak, jak pisałam miesiąc temu, postanowiłam wrócić do mojego ulubionego języka, czyli francuskiego. Początkowo plan zakładał, że przeznaczę na jego naukę jeden, konkretny dzień tygodnia, czyli niedzielę. To mój w całości wolny dzień, więc mogłabym "nadrobić" braki z całego tygodnia. Przyznaję się, że był to jednak niemądry pomysł, bo praca nad językiem tylko raz w tygodniu, choćby nawet całe 12 godzin, zda się na nic. Aż mi jest wstyd za siebie. Przyświecał temu jednak szczytny cel: miałam się skupić na nauce norweskiego, a francuski jedynie "szlifować". Bardzo mądre!

Na szczęście w miarę szybko się opamiętałam i próbowałam wygospodarować choćby absolutne minimum dziennie na każdy z języków. Ale plan (marzenia) sobie, a życie sobie. Często okazywało się to niewykonalne albo zwyczajnie brakowało sił lub chęci.

Jak wyglądały moje kontakty z językami? Z francuskim nie było źle. Prawie codziennie bawiłam się z Duolingo i od czasu do czasu skakałam po różnych stronkach. Gorzej sytuacja przedstawiała się z norweskim. Nawet nie będę wchodzić w szczegóły. Tempa nabrałam dopiero w drugiej połowie miesiąca. Zaglądałam do linków z górnej części listy, ale przede wszystkim zaczęłam przygodę z Memrise.

Co dalej?

Jak wreszcie zasiadałam do nauki, to zawsze ciągnęło mnie do francuskiego. I zaczynało się skakanie po stronach, blogach, od słówka do słówka, od linku do linku. Na norweski zostawało bardzo malutko czasu, jeśli w ogóle. Kontynuacja nauki francuskiego jest więc oczywistością. Co jednak z norweskim?
Nie sprawia mi on tyle radości, co francuski, ale nie czuję też do niego niechęci. Dlatego chcę nadal się go uczyć, ponieważ:
1. Czuję, że chcę ;) Podoba mi się jako język i chcę go nadal odkrywać.
2. Nie chcę zaprzepaścić tego, co już zrobiłam i - chcę go nadal odkrywać. Wiem, że gdyby tu pojawiła się tylko pierwsza część zdania, dalszy wysiłek nie miałby sensu. Już to przerabiałam (z niemieckim).
3. Wiążę z nim pewne plany, a może raczej na razie tylko pomysły...
4. Mam przeczucie, że jeszcze może mi się przydać/mogę go potrzebować.

Plan na marzec

Moje wyobrażenia na temat przyszłości cały czas ewoluują. Chciałabym się jednak skupić na norweskim. Widzę w nim większe możliwości i jest znacznie łatwiejszy niż francuski. Zamierzam nadal korzystać z materiałów dostępnych na Internecie, a moja lista linków wciąż rośnie. Bardzo polubiłam Memrise - na razie korzystam z jednego kursu, ale chciałabym zwiększyć liczbę. Myślę też nad zakupem jakiejś książki do gramatyki, bo z tym w Internecie najbiedniej. Postaram się robić cokolwiek każdego dnia, choćby po 15 minut. Mam nadzieję, że się uda, bo tylko konsekwencja daje szanse na widoczne efekty.

Nie zamierzam też porzucać francuskiego, ale potraktować go bardziej na zasadzie hobby. W tygodniu zamierzam nadal robić jedną lekcją na Duolingo. W weekendy chciałabym zająć się grubszymi rzeczami, czyli czytaniem, słuchaniem, pisaniem.

Co już umiem

Tym razem ciężko jest mi podsumować, czego nauczyłam się w drugim miesiącu przygody z norweskim. Korzystałam z tego, co mi akurat wpadło w rękę lub na co miałam ochotę, no i niestety nie zawsze dokładnie, tzn. np nie zagłębiałam się w zagadnienia gramatyczne (choć powinnam). 


wtorek, 25 lutego 2014

Duolingo i Memrise - moi lutowi pomocnicy w nauce języków

W lutym rozpoczęłam zabawę z dwoma popularnymi aplikacjami do nauki języków. Zielona sówka z Duolingo to już moja dobra znajoma. Przygodę z Memrise dopiero rozpoczynam, ale myślę, że prędko się ona nie zakończy.

Duolingo stało się ostatnio tak popularne wśród polskich poliglotów, że już chyba wszyscy językowi blogerzy (i nie tylko) o nim pisali. Dałam się skusić i nie żałuję, bo to była świetna decyzja. Od ponad miesiąca z zieloną sową ćwiczę mój francuski. 



Co mi się bardzo podoba

1. Największa zaleta? Moim zdaniem to, że Duolingo można ściągnąć na smartfona z Androidem. Nie potrzebuję Internetu, by przerabiać kolejne działy (tylko od czasu do czasu). Nareszcie dojeżdżanie do pracy nabrało sensu :)

2. Jest całkowicie darmowy! 

3. Uczymy się dwóch języków na raz. Dla niektórych brak polskiego może być wadą, tym bardziej, że czasem ciężko jest trafić z tłumaczeniem wyrażenia w jednym języku obcym na drugi, gdy ucząc się z reguły robimy odniesienia do polskiego. Może to też rodzić niezrozumienie zasad gramatycznych, ale samo Duolingo do nauki języka wg mnie nie wystarczy. Pełni raczej rolę powtórek przez zabawę. Brak polskiego potraktujmy jako wyzwanie.

4. Zielona sowa przypomina mi codziennie, że już czas na kolejną porcję słówek.

5. Słówka są podświetlone, więc mogę od razu sprawdzić znaczenie, jeśli nie znam.

Co mi się mniej podoba

1. Od czasu do czasu trzeba jednak zalogować się na swoje konto przez Internet, żeby móc przejść dalej. Na początku nie wiedziałam o tym i niestety raz, jadąc z pracy, mogłam tylko zrobić powtórkę poprzedniej lekcji. Ale taka powtórka to oczywiście sama korzyść. Wieczorem w domu przeszłam kolejny etap i cieszyłam się, że nazajutrz będę mogła kontynuować, ale okazało się, że następny dział musi się załadować przez Internet. Zabrakło mi jednego kliknięcia. Warto więc wcześniej, czy możemy przejść na kolejny etap bez połączenia z siecią.

2. Z ćwiczeniami wymowy jest coś nie halo. Specjalnie nawet zrobiliśmy z mężem mały test, bo nie zaliczało mi w miarę poprawnie wypowiedzianych zdań. Najpierw mój mąż, nie znający francuskiego ni w ząb, powtarzał wyrażenia tak, jak słyszał i zielona sowa je akceptowała. Idąc za ciosem sama zaczęłam wypowiadać jakieś ciągi głosek zupełnie z kosmosu (nawet typu "bla bla") i... sowa znów z reguły zaliczała! Ale można wybrać opcję "nie mogę korzystać z mikrofonu" i w zamian dostajemy więcej ćwiczeń pisemnych.

3. Szkoda, że obecnie Duolingo udostępnia tak malutko języków, bodajże tylko 5. Liczę na to, że ta liczba wzrośnie.


Memrise to już program do nauki wyłącznie słownictwa. Sadzimy roślinki (czyli słowa), podlewamy je i patrzymy, jak rosną. Nie jestem zwolenniczką nauki gołych słówek wyrwanych z kontekstu, więc tę aplikację traktuję jako wzmocnienie mojej znajomości norweskiego słownictwa. Wszystko wskazuje na to, że niedługo wyszukam też coś z francuskiego.


Czym mnie urzekło

1. Po krótkim wstępie, czyli prezentacji kilku słówek (z wymową), następuje sprawdzian. Należy albo wybrać poprawny odpowiednik z podanej listy, albo samodzielnie wpisać słówko - czasem z języka docelowego, a czasem na niego. Jednak najlepsze jest w tym to, że leci mi czas, co pokazuje biegnąca u góry linia. Nie macie pojęcia, jak mnie to spina (pozytywnie) i motywuje! To, że muszę szybko udzielić odpowiedzi, sprawia, że nie zastanawiam się zbyt długo i niepotrzebnie nad słówkami, ale odpowiadam automatycznie. No a przecież o to właśnie chodzi w nauce języka - by używać go niejako z automatu, trochę intuicyjnie, tak, jak języka ojczystego.

2. Program ustala mi powtórki z częstotliwością zależną od tego, czy udzielam poprawnych odpowiedzi.

3. Do wyboru mam niezliczoną wręcz ilość kursów i to z norweskiego, na który wcale nie jest tak łatwo trafić i niestety niewiele programów oferuje jego naukę. Mogę też utworzyć swój kurs. Dodam, że z Memrise można się uczyć nie tylko języków.

4. Aby zapamiętać słówka, program proponuje mi memy. Czasem można trafić na obrazki z całymi zdaniami, czyli wyrazem użytym w kontekście, czyli tym, co tygrysy lubią najbardziej :) Zamierzam też zacząć tworzyć moje własne memy, aby lepiej je zapamiętywać przez skojarzenia z tym, co mnie dotyczy.

Czego Memrise nie oferuje

1. Główną wadą jest to, o czym wspomniałam we wstępie, czyli słówka wyrwane z kontekstu. Nie znam tej aplikacji jeszcze tak dobrze, więc mam nadzieję, że może akurat taki kurs wybrałam i inne są oparte na całych wyrażeniach.

2. Z tego co wiem, program można ściągnąć na telefon, ale niestety potrzebne jest połączenie z Internetem. Szkoda. Ale może się mylę?


Podsumowując, obie aplikacje gorąco polecam, bo wspomniane minusy są tak naprawdę tylko niewielkimi brakami, a nie prawdziwymi wadami. Praca z Duolingo i Memrise jest przyjemnością i nie pochłania dużo czasu, a nauka opiera się na powtórkach.


poniedziałek, 3 lutego 2014

Projet: français - start i lista linków

Wspominałam już, że uczyłam się kiedyś francuskiego - dokładniej do czerwca 2013 roku, kiedy to skończyłam moją studencką przygodę. To piękny język i nie chciałabym go zapomnieć, a wręcz przeciwnie - chcę poszerzać swoją wiedzę i doskonalić umiejętności. Dlatego postanowiłam wprowadzić francuski do mojego tygodniowego planu jazdy. Na początek przeznaczę na ten język poniedziałki, a od połowy lutego prawdopodobnie niedziele. Nie będzie więc wpisów z serii prosjekt: norsk w te dni.

sta.uwi.edu


Cel

Obecnie moją znajomość francuskiego określam na coś pomiędzy A2 a B1. O poziomach biegłości językowej wg Rady Europy można poczytać np. TUTAJ. Jest tam też ciekawa tabelka, z której wynika, że uczeń - oczywiście zależnie od "indywidualnych chęci i predyspozycji" i uczęszczający na kurs organizatora (za granicą, czyli nauka praktycznie 24h) - może przejść z poziomu miedzy podstawowym a średnio-zaawansowanym - czyli mniej więcej ja z francuskim - na B2 w ciągu zaledwie około 10 tygodni! Idąc dalej: nabranie biegłości z poziomu zerowego to kwestia jedynie 32 tygodni, czyli około pół roku (czytaliście już mój wpis "Chris Lonsdale - język w 6 miesięcy"?). 

Wróćmy do rzeczywistości :) Pierwszy rok studiów dał mi bardzo wiele, ale już na drugim z różnych przyczyn niestety zwolniłam tempo. Czytanie i pisanie idzie mi trochę lepiej niż rozumienie ze słuchu i mówienie, więc wiem, że muszę szczególnie popracować nad tymi umiejętnościami. Dużo pracy czeka mnie nad słownictwem i gramatyką, która jest wg mnie naprawdę trudna i wymaga wielu ćwiczeń. 

Do końca roku chciałabym osiągnąć pewne B1 i przynajmniej zbliżyć się do poziomu B2, a w 2015, pewnie dopiero w drugiej połowie, być może zdawać egzamin z francuskiego.

Zamierzam korzystać z poniższych materiałów: 

1) telewizja, wiadomości, reportaże
2) radio
3) seriale, bajki
4) blogi i strony do nauki francuskiego
5) blogi do poczytania
6) fora, czaty

7) inne

Jest z czego wybierać! Gramatykę mam zamiar przypominać sobie głównie z notatek ze studiów. Po prawej stronie znajdziecie stronkę z odmianą czasowników (la conjugaison), z której korzystam - oczywiście wtedy, gdy nie mam pod ręką Bescherella :)

Może ktoś z Was zna i poleci jakąś ciekawą stronkę?


niedziela, 12 stycznia 2014

Jak uczyłam się języka francuskiego

Już nie pamiętam, kiedy zafascynowało mnie brzmienie języka francuskiego. Prawdopodobne jest, że wpłynął na to serial "Pszczoły i miód", nadawany w latach 90-tych. Od tej pory marzyłam, by kiedyś mówić w tym pięknym języku.

Bliska realizacji tego marzenia byłam dopiero na studiach licencjackich. Nie miałam jednak szczęścia do nauczycieli. Pierwsza wolała opowiadać o swojej rodzinie i o tym, że lepszym byłaby lekarzem niż nauczycielką (nie dostała się na medycynę). Druga skupiła się na osobach, które już się z francuskim zetknęły i potrafiły coś mówić, nas traktując po macoszemu. Niby egzamin końcowy zdałam na 4, ale nie mogę powiedzieć, że potrafiłam się w tym języku komunikować.

Drugim podejściem do francuskiego było kilka lekcji prywatnych po przeprowadzce do Krakowa (czyli miałam 3 lata przerwy). Oprócz wymowy i niewielkiego zakresu słówek czy wyrażeń nie pamiętałam ze studiów praktycznie nic. Zajęcia były bardzo dobrze prowadzone, rozwijałyśmy wszystkie 4 umiejętności. W domu sama też pracowałam, ale jednak bardziej pochłaniało mnie wtedy krakowskie życie.W międzyczasie chodziłam także na zajęcia w pracy, ale nie oszukujmy się: 1 godzina tygodniowo to za mało, by się nauczyć języka.

Z lekcji prywatnych byłam bardzo zadowolona, ale musiałam zrezygnować, bo poszłam na studia. Tam jednak trafiłam na wspaniałą, choć/bo wymagającą nauczycielkę. Na pierwszym roku, chociaż głównym językiem był angielski, więcej czasu spędzałam nad francuskim niż wszystkimi pozostałymi przedmiotami. Miałam zresztą sporo pracy, bo jedyna utworzona grupa była na poziomie A2, a ja znałam jedynie podstawy języka. Na pierwszych zajęciach mówiłam: słowo po francusku, dwa po polsku, podczas gdy reszta bez problemu się wypowiadała. Po 9 miesiącach miałam już niezły zakres słownictwa, mówiłam i poznałam wiele zasad gramatycznych. 

commons.wikimedia.org

Jakie wnioski można wyciągnąć z tej historii?

1. Chcieć to móc!

2. Zainteresowanie, pasja, chęć to jedno, ale muszą iść w parze z pracą i wysiłkiem.

3. Tylko pracując systematycznie i regularnie osiągniemy cel. Inaczej zrobimy krok na przód i dwa kroki wstecz.

4. Nauka języka to wyzwanie. Nie należy się zniechęcać brakiem sukcesów czy trudnościami ani porównywać do lepszych uczniów - trzeba starać się im dorównać.

W jutrzejszym poście zrobię podsumowanie.