piątek, 31 stycznia 2014

Zaczynam od nowa po nowemu

Dzień dobry lub dobry wieczór :) 

Część z Was już mnie zna z poprzedniego bloga. Zmieniłam się, tak jak moje życie, i poczułam, że formuła starego bloga już mi nie odpowiadała, nie pasowała do mnie i w jakimś sensie męczyła. Sporo czasu zajęło mi, zanim odnalazłam swoje nowe miejsce w blogosferze - właśnie tutaj. Jest ono znacząco różne od poprzedniego. Nowy blog jest inny z zewnątrz, zawiera też inne treści, ale w środku wciąż siedzi ta sama osoba, choć pisząca już pod innym imieniem. 

Tak, mój nowy blog przechodzi jedną metamorfozę za drugą. Na początku miał być zorientowany na języki obce i ich naukę, jedynie luźno traktując codzienność. Później dałam się porwać blogom rozwojowym, które obecnie święcą tryumfy. Przyjrzałam się jednak mojemu życiu oraz światu i ludziom dookoła mnie, i uderzyła mnie jedna myśl: za czym tak pędzimy? Dlaczego chcemy pokonywać kolejne przeszkody i walczyć z ograniczeniami? Czy aż tak zależy nam, aby być lepszymi od siebie samych? No i gdzie w tym wszystkim czas dla nas? Dla naszych rodzin, nas samych? Czy goniąc za szczęściem przypadkiem nie pozwalamy mu minąć nas?

Życie zaczyna się po trzydziestce. Tak mówią. Mi zostało do niej jeszcze kilka miesięcy. Ale zacznę nowy etap już teraz. Robię krok na przód. Nie będzie tutaj mojej codzienności w formie, w jakiej pojawiała się na poprzednim blogu i krążyła wokół przygotowań do ślubu, studiów, pracy i życia od weekendu do weekendu. 

Ten blog, to wyzwanie, bo chcę w nim dokumentować moje chwytanie chwil i celebrację życia rodzinnego. To mój mały, prywatny kawałek blogosfery, do której Was zapraszam. Dziękuję za każde odwiedziny i komentarze. 


PS. Szablon stworzyła dla mnie Vea z bloga Vea Loveliness


czwartek, 30 stycznia 2014

Sid Efromovich - jak ćwiczyć umiejętność mówienia

Przemowa Chrisa Lonsdale'a dla TED, o której pisałam poprzednio, przeniosła mnie do wykładu o 5 technikach umożliwiających mówienie w jakimkolwiek języku.

Kim jest Sid Efromovich?

www.skillshare.com

To hiper-poliglota. Zna angielski, hiszpański, portugalski, francuski, włoski, niemiecki, grecki, mandaryński. Urodził się i dorastał w Brazylii. Do 18 roku życia znał już świetnie 4 języki i jak przyznaje, wychowywał się jako poliglota. Przez następne 3 lata nauczył się kolejnych 3. Nigdy nie był to dla niego wysiłek, ale proces pełen radości i przyjemności.

Posiada tytuły MBA zdobyte na uniwersytetach w niemieckim Hanower i USA oraz tytuł licencjata ze stosunków międzynarodowych. Jego pasją jest nauczanie. Prowadził wykłady i lekcje na 3 kontynentach. W 2012 otrzymał tytuł "Master Teacher" od Skillshare*. Od 2013 jest też trenerem szczęścia - fajny zawód :)  W 2005 założył organizację zrzeszającą ludzi "I Embrace You" i przewodniczył jej przez 4 lata. W 2011 został Sugar Trader (czyli handlarzem cukru). Mieszka w Nowym Jorku.

Przede wszystkim jednak Sid wydaje się przesympatycznym człowiekiem. Mówi o sobie: "Uważam siebie za jednego z najszczęśliwszych ludzi na świecie z jednego powodu: jestem tak szczęśliwy, jak tylko mogę być"**. Zresztą jego strona nie bez powodu nazywa się guywiththesmile.com - facet z uśmiechem :)

5 technik (kroków) Sida, które pomogły mu wyćwiczyć umiejętność mówienia: 

1. Pozwól sobie na błędy. Nie przejmuj się napotykając nowe, obce słowa lub dźwięki. Poszerzają one Twoją znajomość języka. Nie bój się ich używać, nie bój się mówić, choćby z błędami.

2. Ucz się wymowy. Odrzuć obcy alfabet i otwórz się na różnice w wymowie. Sid proponuje, aby dźwięki obcych wyrazów poznawać na podstawie własnego alfabetu, to znaczy wyszukać polskie (w naszym wypadku) słowa, w których pojawiają się dźwięki języka docelowego i zestawiać je na zasadzie rebusów. 

3. Znajdź swojego guru językowego, pedanta - jak nazywa te osobę Sid, czyli kogoś, kto świetnie zna język, będzie chciał Cię poprawiać, ale też motywować. Może to być ktoś znajomy, nauczyciel, osoba ze Skype.

4. Rozmawiaj ze sobą, np. pod prysznicem, idąc ulicą lub jadąc do/z pracy (tam może tylko w myślach ;)). Zadawaj sobie pytania i odpowiadaj, opowiadaj o swoim dniu, planach. 

5. Rozmawiaj z kimś, kto uczy się tego samego języka i tak jak Ty - potrafi coś powiedzieć, jest na podobnym poziomie. 

Przyznam, że w 100% zgadzam się z Sidem i z czystym sercem polecam stosować jego techniki. Dlaczego? Bez zezwolenia sobie na popełnianie błędów, nigdy nie przełamiemy bariery językowej. Jeśli nie nauczymy się poprawnej metody, może się okazać, że wypowiadamy słowa, które w języku docelowym nie znaczą nic lub coś zupełnie innego niż chcemy powiedzieć. Również aby poprawić naszą wymowę niezbędny jest nauczyciel/native speaker itp. No i wreszcie - bez praktyki ani rusz. 

Ok, idę pogadać trochę ze sobą ;)


*Skillshare to platforma learningowa, gdzie można znaleźć lekcje i projekty z przeróżnych dziedzin, a także ich udzielać, zarabiając na tym. Niestety póki co działa tylko na terenie USA.
** moje własne tłumaczenie

 

wtorek, 28 stycznia 2014

Chcę, więc mogę

Do wiosny już tylko 52 dni!

Jak już wspomniałam, ostatnio złapałam zajawkę na blogi lifestylowe. To w nich przepadam na długie godziny w porach, kiedy powinnam już smacznie spać (moja cera pięknieć, a organizm regenerować się).  Niesamowicie wciąga mnie 90% ich treści (z komentarzami włącznie). Jak tylko skończę czytać jeden post, to odświeżam swój pulpit bloggera, by zobaczyć, czy któraś dziewczyna (tak, to nasza domena :D) dodała coś nowego. I tak czytam i czytam, czasem komentuję, ale na tym koniec. No i jeszcze się zastanawiam: Jak te dziewczyny znajdują na to wszystko czas? Jak im się CHCE??

A no właśnie. Mnie też się kiedyś CHCIAŁO. Biegałam 3-4 razy w tygodniu na fitness - po 8 godzinach za biurkiem, u koleżanek zyskałam miano "hardcore", w soboty na lekcje francuskiego i jeszcze sama udzielałam korków z angielskiego.Oprócz tego wyszukiwałam nowe przepisy, gotowałam, piekłam. Miałam też czas na długie rozmowy na Skype. A później poszłam na studia i ze starych aktywności zostało tylko gotowanie i Skype, ale dołączyła nauka, głównie francuskiego. Wtedy miałam dużo (nawet bardzo dużo) zajęć, a mimo to potrafiłam się zmobilizować i robić jeszcze więcej. Po ślubie i wyjeździe popadłam w jakiś marazm.

Niedawno trafiłam na wspaniałego bloga równie wspaniałej Gosi Zimniak. Można powiedzieć, że w jakimś sensie jest to blog opisujący styl życia - młodziutkiej, aktywnej i niesamowicie pracowitej dziewczyny. Tym razem jednak nie zrobiłam tak, jak zazwyczaj i zamiast dodać go do obserwowanych, zaczęłam czytać: nowe wpisy, dział o mnie i pozostałe strony. Może skusiła mnie niewielka jeszcze ilość wpisów. Tego wieczoru pochłonęłam cały listopad z archiwum bloga, ale aż nie mogłam się doczekać kolejnego dnia, kiedy zamierzałam przejść przez grudzień. Każdy wpis czytałam w wielkim skupieniu - tak mnie pochłaniały! Do najlepszych fragmentów wracałam po kilka razy i rozważałam, urywki cytowałam głośno mężowi. Podziwiałam też piękną grafikę. I spisałam sobie plan następnego dnia :)

Położyłam się spać z głową pełną informacji - niby znanych, ale z jakiejś przyczyny docierających do mnie na nowo, z większą siłą rażenia. Nic dziwnego, że tej nocy nie mogłam zasnąć. Prawie fizycznie czułam burzę w moim mózgu. I wierzcie lub nie, wpadłam na przynajmniej kilka nowych pomysłów! No przynajmniej tyle zapamiętałam. Miałam ochotę obudzić męża i od razu mu je przedstawić, ale nawet moje wiercenie się w łóżku nie wyrywało go z głębokiego snu.

Pomimo zarwanej nocy pierwszy raz od kilku tygodni udało mi się wstać 2 godziny wcześniej niż normalnie sobie ostatnio zwykłam sypiać. Zadziałały tylko 3 rzeczy: blog Gosi, mój plan i budzik. Ileż ja razy robiłam mocne postanowienie wczesnego wstawania! Ileż razy nastawiałam budzik, a rano wyłączałam alarm i obracałam się na drugi bok! Tego dnia jakby nigdy nic - wstałam. Co prawda nie do końca udało mi się zrealizować mój plan, ale i tak jestem z siebie dumna, a wieczorem nie kładłam się z poczuciem kolejnego zmarnowanego dnia.

Jest takie przysłowie: "Kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje'". I dał! Nareszcie pomyślnie załatwiłam pewną sprawę. Dostałam też zaproszenie do mojej pierwszej ankiety internetowej. Tak, prawie miesiąc temu, w desperackich próbach poszukiwania źródeł zarobku, zarejestrowałam się na jednej stronie, ale dotąd jakoś nie kwapili się skorzystać ze mnie, a tu proszę. Nawet mojemu mężowi (który ze mną wstał wcześniej) ten dzień również przyniósł dwie znakomite wiadomości. Zgodnie stwierdziliśmy, że wylegiwanie się rano nie ma sensu i zrywamy z tym nawykiem.

Czasem człowiek potrzebuje takiego kopa, żeby ruszyć z miejsca. A do niego są potrzebni ludzie pełni energii, samozaparcia, ambicji, którzy swoim przykładem udowadniają, że chcieć, to móc. Oby takich więcej wokół nas - tego każdemu życzę. Bo optymizm jest zaraźliwy (tak, jak pesymizm). Zarażajmy nim siebie nawzajem, motywujmy się, inspirujmy, podnośmy poprzeczkę, budźmy się z chęcią do działania. A wampiry energetyczne i pesymiści niech idą spać :)